Znikajace kaucje – czyli czemu czasem lepiej dać zabezpieczenie w gwarancji

Mówią, że pieniądze szczęścia nie dają.
To prawda. Ale za to dają… pokusę. A jak ktoś ma zmysł kombinacyjny i więcej tupetu niż skrupułów, to potrafi zrobić z tego cały biznesplan.

Historia jak z filmu „Chłopaki nie płaczą” – ale bez happy endu ?

Pewien 47-latek (nazwijmy go „Pan Spryciarz”) wymyślił genialny w swej prostocie numer:

  1. Ogłaszał przetargi na dostawę urządzeń wartych tyle, że nawet Twoje ubezpieczenie na życie zaczyna się pocić.
  2. Każdemu oferentowi (!) mówił: „Gratulacje, wygraliście!”.
  3. Jednocześnie uprzejmie prosił o wpłatę kaucji – zwykle 10% wartości umowy – „na poczet należytego wykonania”.

Potem… cisza jak po wezwaniu do ZUS-u. Zakupu oczywiście nigdy nie było.

Efekt? Ponad milion złotych w kaucjach rozpłynęło się w powietrzu, a raczej w czyjejś kieszeni.

W czym tu problem?

Jeśli wpłacasz kaucję w gotówce, to wierzysz, że po zakończeniu umowy ktoś Ci ją grzecznie odda.
Problem w tym, że:

  • ten ktoś może nie chcieć (bo stwierdzi, że ma lepsze pomysły na Twoje pieniądze),
  • ten ktoś może nie móc (bo pieniądze dawno już poszły w nieznanym kierunku, np. na nowy SUV albo egzotyczne wakacje).

Dlaczego gwarancja ubezpieczeniowa to tarcza dla Twojej kasy

Jeśli zamiast gotówki dajesz gwarancję ubezpieczeniową, to:

  • Twoje pieniądze zostają na Twoim koncie (a nie w kieszeni kontrahenta),
  • oszust nie ma co „zniknąć”, bo gwarancji nie można tak po prostu „przepić” ani „przejechać”,
  • Ty śpisz spokojniej, bo nawet jeśli druga strona spróbuje czegoś nieczystego, to środki masz bezpieczne.

Morał z tej bajki

Kaucja w gotówce to jak zostawienie kluczyków do auta w stacyjce i wyjście „na chwilę” po zakupy.
Gwarancja ubezpieczeniowa – to jak zamknięcie auta w garażu z monitoringiem, ochroną i rottweilerem przy bramie.

Dodaj komentarz